triest, studia i makaron czyli miotla in ITALY:)))
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
RSS
poniedziałek, 10 grudnia 2007
KONIEC...

duzo sie rzeczy w tym roku skonczylo, glownie moja beztroska i naiwne spojrzenie na swiat. czas wiec skonczyc i  tego bloga. pisalam go, zeby utrzymac przyjaciol, przez te lata, ktore mialam spedzic daleko. teraz mysle ze obejdzie sie bez tego. ci przyjaciele ktorzy jeszcze mi z polski zostali, juz i tak chyba o mnie nie zapomna, jakkolwiek daleko i dlugo bym poza domem nie byla. taka mam przynajmniej nadzieje...  

dla tych co czytali, jestem zawsze dostepna przez mail, no i zobaczymy sie wkortce znow w polsce!

pozdrawiam mocno i zycze udanych swiat. i nowego roku. tradycyjnie, lepszego jeszcze, niz ten poprzedni!

wtorek, 04 grudnia 2007
BARBIE IN THE SPACE!!!

...jak ja ochrzcila agnieszka... bo to roza oczywiscie, w prezencie od cioci miotly!:)))

środa, 28 listopada 2007
Komputer...

... ostatnio cos mi wszystko leci z rak. w piatek wszystkie kubeczki. w sobote komputer. i nie dziala. oddalam go do sprawdzenia i wczoraj dostalam, wyrok: plyta glowna... na szczescie to byl taki stary, ktory mialam w zastepstwie mojego. no ale i tak szkoda i wsciekla jestem ze CIAGLE cos psuje. ale naprawde CIAGLE. ja mysle ze tata mnie za to po ciuchu nienawidzi, bo ciagle musi naprawiac, albo kupowac nowe. ostremu kazalam sie zastanowic porzadnie czy na pewno chce ze mna mieszkac, bo przeciez wszystko mu w domu zepsuje, wiec moze nie warto;)  a najgorsze z tego wszystkiego jest to, ze do gwiazdki jestem bez kompa. bez netu. bez muzyki. bez zdjec. bez filmow. normalnie chyba sie trzeba bedzie zaczac uczyc;)

wtorek, 20 listopada 2007
JEŻ...
... jez mnie rozwalil. calkiem!
ponoc przytyl calkiem sam, w lesie, bo po prostu lubil jesc WSZYSTKO. znalezli go straznicy przyrody i szesc miesiecy maja go odchudzac. tylko po co? bo zawalu niby dostanie, czy jak?
nie wiem. szkoda by bylo, bo fajny taki gruby jez baaardzo:)
a moj tata i tak mowi, ze to fotomontaz. ja oczywiscie tacie nie wierze:D

piątek, 16 listopada 2007
Karp Trójkowy...
Nie wiem co mnie naszlo, ale zaczelam dzis sluchac sobie trojkowego karpia. I zorientowalam sie ze calkiem przegapilam rok 2005 - w ogole tego karpia nie pamietam!!!! JA? najwiekszy karpiowy fan?! calkiem nie wiem jak to mozliwe. to byl moj pierwszy rok tu wiec tesknilam wtedy bardzo za swietami w domu i nie wiem jak moglam tego nie sluchac, tym bardziej, ze jest calkiem fajny, bo to ten co sie zaczyna 'my name is karp, poli-karp, jesli ktos w ogole wie o czym mowie;)

najgorszy karp to chyba karp zeszloroczny... mam wiec nadzieje, ze w tym roku postaraja sie bardziej! mama mowi, ze juz nagrywaja...
no coz, wracam do nauki, a do tematu karpia wrocimy gdzies za 3/4 tygodnie:)
jakos nie moge uwierzyc, ze to juz tak blisko! no ale nie ma rady... krop po kroku, krok po korczku... :)))

wtorek, 06 listopada 2007
no i wrocilam...
i juz znow nie moge uwierzyc ze jeszcze wczoraj bylam w domu... zdecydowanie za szybko ten czas mija, zwlaszcza jesli spedzony tak pieknie. a pieknie, bo i z wiza sie udalo (trafilam na urzednika, ktory nie spytal mnie wlasciwie o nic, zadnych dokumentow nie chcial, tylko spytal PO WLOSKU czemu studiuje w triescie! zanim odpowiedzialam do konca dal mi swistek ze mam wize, a ja bylam w szoku, ze tak syzbko, milo i po wlosku mozna zalatwic te owiana zla slawa amerykanska wize), i z pysiem bylo jak zwykle, i w chatce cudownie, z karolami pieknie, a z mama tradycyjnie szesc razy chyba odwiedzilysmy galerie mokotow.

teraz jednak znow rzeczywistosc, i tym razem juz na powaznie nauka, bo czasu coraz mniej.

ale motywacje mam. kupilam sobie przewodnik po kaliforni i uprzytomnilam ze to tam te wielkie sekwoje i ja je MUSZE zobaczyc, chocby nie wiem co! a zeby zobaczyc jak najwiecej sekwoi, pustyn, meksyku, san francisco, los angeles i ich wszystkich mega przestrzeni i widokow, musze jak najwiecej zrobic przed wyjazdem, zeby tam tylko pokserowac co trzeba i miec nauke z glowy;)
czwartek, 25 października 2007
mega stronka!!!
Odkrylam, dzieki mojej ukochanej Barbarelli zreszta, mega stronke w necie... czesc teksow jest dosc mocnych, ale czesc jest po prostu rewelacyjna...

oto adres: http://bash.org.pl/

a oto fragment (z tych bardziej intelektualnych)... reszte radze poczytam tam...

<Elle> Artykuł w jednej z francuskich gazet...  "Polska. Oto znajdujemy się w świecie absurdu. Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20lat. Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny (!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy a obcy kapitał się pcha drzwiami i oknami. Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu. Kraj, w którym rządzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy (!) Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami. Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, ekspedientem po niemiecku a ministrem lub jakimkolwiek urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem tłumacza. Polacy..! Jak wy to robicie..?"
niedziela, 21 października 2007
ufff.... :)))
udalo sie!!! i nawet bez jechania do lubljany:)))
ale ostatnie 4 godziny kosztowaly mnie pieterko ptasiego mleczka. cholera!;)
teraz pozostaje tylko czekac az zobaczymy co pokaza. no i jak wlosi wypowiadac beda tusk - moze byc zabawnie:)
sobota, 20 października 2007
o roznych takich tam...
po pierwsze, chcialam sie uzalic, ze pech jednak mnie nie opuscil!
zrobilo sie STRASZNIE zimno, a mnie padl dysk na ktorym mialam WSZYSTKIE moje dane. nie, nie jestem na tyle glupia, zeby miec wszystkiego tylko jednak kopie. ale druga kopia byla na kompie, ktory poszedl do serwisu i dysk juz mi tam zapewne sformatowali, jak bylo przykazane. na ten dysk zgralam wszystko tylko na czas naprawy kompa, na 10 dni. i musial pasc akurat teraz?! 120 giga... na szczescie na jedzcze innym dysku w wawie mam kopie zdjec. reszta w sumie pikus - tracilam juz wszystko raz w zeszlym roku, ale zdjecia... uf.

po drugie, chcialam powiedziec ze bede w wawie na chwilke. wacham sie jesli chodzi o robienie jakiegos spotkania bo chcialam jak najszybciej jechac do gdyni. poza tym jestem poobrazana na coponiektorych i nie wiem czy mam ochote. w wawie musze jednak zostac az do poniedzialku, zeby zrobic wize, wiec razie czego JESLI, to spotkano w niedziele 28, pasuje? nie wiem czy piwko czy moze kolacja u mnie? czekam na jakis odzew i wtedy zobaczymy.
moze ktos skontaktowac sie z mehem czy bedzie? bo wiem ze mial byc w sobote, a czy w niedziele to nie wiem. chetnie zrobilabym to sama, ale chyba przy zmianie telefonow skasowal mi sie jego obecny numer, a na zastepczy komp nie moge sciagnac kontaktow gg. normalnie no comment.

po terzecie, jutro wybory wiec prosze nie zrobic mi brzydkiego psikusa jak ostatnio (tu, co prawda nie wiedza nawet czy polska ma gory albo choc dostep dp morza, ale z kaczorw sie smieja jak nalezy...). ja znow do lubljany nie jade, bo wizy, jak mialam nadzieje, przy okazji zrobic
sie nie da, a i pociagi tam, zeby tylko glosowac sa drogie i calkiem godzinowo beznadzieje. poza tym za zimno jest, a poniewaz jutro to jedyny dzien kiedy nie pracuje, to zamierzam spedzic go w pizamie, a co! skoro i tak ciagle czytajac zasypiam to moge choc raz zrobic to tak jak wypada;)

pozdrawiam all z wloskiego bieguna zimna i do zobaczenia wkrotce!


środa, 17 października 2007
powrot do rzeczywistosci...
minely emocje, pech, bolaca noga, barcolana, drugi weekend z grupa ojca w grado... tym razem bawilam sie nieco slabiej, bo grupa nie byla tanczaca w ogole i mimo, ze wszystko sie udalo i tak naprawde podobalo im sie bardzo, to w miedzy czasie narzekali i byli bucami strasznymi. dla oslody jednak dostalam dzis przelew-niespodzianke. wiedzialam, ze mi firma zaplaci, mimo ze wcale nie chcialam, ale nie wiedzialam ile. powiem tylko, ze szkoda, ze w zyciu TAKICH niespodzianek niewiele...

teraz probuje wrocic do rzeczyiwstosci - walcze z czytaniem lektur, probuje dostac wize, co okazalo sie tu dla mnie trudniejsze niz myslalam, trzeba zajac sie zdawaniem egzaminow, szukaniem materialow do pracy. jakos ciezko mi sie za to wszystko zabrac. uplyw czasu przeraza i paralizuje mnie ze jakos nie posuwam sie w tym wszystkim do przodu ani troche.
na szczescie stefania jest skarbem wielkim i pociesza jak moze. a zaraz zobacze pysia, wiec na pewno i to doda energi i, miejmy nadzieje, pozwoli sie potem skupic na tym co wazne.

poza tym zrobilo sie tu MEGA zimno. byc moze to tylko z niedospania, ale trzese sie wciaz i umieram, mimo swetrow, czapki, szalika i rekawiczek, a przeciez do polskiego zimna to i tak ma sie nijak. przeraza mnie to i nawet nie wiem co zabrac ze soba jak bede przyjezdzac. nie mowiac juz o powrocie na te syberie na stale. heh, odzwyczailam sie przez ostatnie zimy od zimna zupelnie - widac juz nawet pod tym wzgledem calkiem sie zitalianizowalam;)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24